Kilka dni temu oglądałem w TV, nie wiem po raz który z kolei, ten musical filmowy z 1979 r. oparty na znanym musicalu scenicznym z 1968 r., który stał się jakby manifestem całego ruchu hippisowskiego i w ogóle kontrkultury kontestacyjnej tego okresu. Naszły mnie przy tym refleksje różne.
Los sprawił, że było mi dane przeżywać na bieżąco wydarzenia przełomu lat 60. i 70., a w szczególności tę niepowtarzalną muzykę wraz z całym towarzyszącym jej klimatem. Ale mogę to docenić dopiero po latach - wtedy wydawało się to czymś naturalnym. Tutaj może mała dygresja - młodsi koledzy, wychowani na propagandzie antykomunistycznej po roku 1989, byliby pewnie skłonni przypuszczać, że wówczas w Polsce z utworów zagranicznych wykonywano tylko ruskie czastuszki albo czeskie hudby. W mediach publicznych bywało różnie, ale rzeczywistość klubów studenckich była taka, że na dyskotekach (wówczas nie używano jeszcze tego określenia) i w radiowęzłach studenckich leciały najnowsze utwory zagranicznych list przebojów, głównie anglojęzyczne, polskie zresztą też, te najlepsze. Żelaznym numerem każdej dyskoteki lub programu radiowęzła był utwór "Je t'aime... moi non plus" z tymi westchnieniami kobiecego orgazmu, a trzeba pamiętać, że nadawania tej piosenki zabroniono wówczas w kilku krajach europejskich - m. in. w słynącej z rewolucji seksualnej Szwecji oraz w Wielkiej Brytani, a w PRL-owskich akademikach leciała sobie bez przeszkód.
Ale wróćmy do "Hair".
Pierwsza refleksja, jak mi się nasuwa, ma charakter muzyczny i dotyczy całego tego okresu. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi: jakie przyczyny spowodowały, że właśnie wówczas nastąpił tak burzliwy, spontaniczny i chyba niepowtarzalny rozwój muzyki zupełnie nowego rodzaju, świeżej, radosnej, luzackiej, autentycznej - określenia można by mnożyć. Przecież nie technika instrumentów muzycznych - gitara elektryczna była znana od okresu przedwojennego, w latach 60. jedynie ją udoskonalono. Podobnie było z organami Hammonda. Zauważmy jednak, że na całej ścieżce dziękowej "Hair" nie znajdziemy w ogóle dominującego brzmienia żadnego z wymienionych wyżej instrumentów - podkład muzyczny bardziej przypomina muzykę symfoniczną. Może rytmika? W jakimś stopniu, ogólnie zapewne tak, chociaż pozostając w kręgu "Hair", raczej nie słyszymy dominującego brzmienia perkusji. Czynnik polityczny - wojna w Wietnamie? Nie sądzę, wojna może inspirować kontestację polityczną, ale sama w sobie nigdy nie będzie ispiracją dla twórców muzyki. A więc jakie te były te przyczyny?
A teraz refleksja natury politycznej. Dlaczego wojna w Wietnamie mogła stać się wówczas czynnikiem inicjującym wręcz rewolucję społeczną i obyczajową wśród młodzieży w świecie Zachodu, mimo że nie było internetu i tych wszystkich współczesnych srodków komunikowania? Dlaczego dzisiejsze wojny w Iraku i Afganistanie nie spotykają się z masowymi protestami na taką skalę, jak miało to miejsce w przypadku wojny w Wietnamie? Dlaczego przy dzisiejszych możliwościach technicznych, cały ten ruch antywojenny i anty(alter)globalistyczny nie przełożył się na jakąś nową, masową formację kulturową, która mogłaby naruszyć bastion NWO i globalizmu?
Czyżby nie pozostało nam już nic innego, jak tylko poddać się wszczepieniu chipów?